No limits, czyli moda EDM na przestrzeni dekad - Electronic Beats Poland

No limits, czyli moda EDM na przestrzeni dekad

„Dress to sweat or dress to impress”, czyli: ubrać się wygodnie czy ładnie? Kultura klubowa zadaje sobie to pytanie, choć – patrząc na niektóre zdjęcia pokazujące festiwale, pierwsze imprezy house’owe czy Love Parade – czasem warto byłoby sobie zadać pytanie, czy w ogóle się ubrać. Prześledźmy hity i kity klubowej mody na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat.

EDM jako styl życia

Świat klubowy to nie tylko muza, ale i moda czerpiąca wiele inspiracji od zespołów new romantic, new wave i synth pop. One były wówczas w mainstreamie, house w podziemiu – więc inspiracje z plakatów wieszanych nad łóżkami schodziły też do Haciendy czy innych tego typu miejsc, gdzie rozbrzmiewała muzyka klubowa.

A więc kostiumy jak na bal przebierańców w przedszkolu, mikstura new romantic z punkiem, luksusu ze sportowym luzem. Kosmiczne fryzury, co ciekawe – głównie u panów, układających sobie na głowie dziwne kształty. W niektórych zestawieniach moda nazywana była proto-ravem. Miksturą „The Breakfast Club” i podmiejskiego artyzmu. Można to sprawdzić, oglądając teledyski  z tamtych czasów.

Rave – muza, która inspirowała

W latach 90. ekspansja modowa rave’ów trwała, choć już chyba ubierano się z większą świadomością. W klipach Rui Da Silvy  zdecydowanie wygląda to na modę „dress to sweat” – a przy okazji, jest to świetna muzyka na imprezę.

Ale w „This Beat Is Technotronic” przejawia się zdecydowanie wizerunek „dress to impress”. Występowanie w kamizelkach czy nawet garniturach i sukienkach wieczorowych w klubach nie było niczym wyjątkowym. A ubranie do tego puchowej kurtki? Żaden problem.

Lata 90. to też silna ekspansja acid house’u, a więc i wszechobecne uśmiechnięte żółte mordki. Na t-shirtach, czapkach, przypinkach i znaczkach – wszędzie. Każdy program muzyczny prezentujący najnowsze teledyski miał na liście kilka, w których mordki praktycznie wylewały się z ekranu.

Lata 90. – szczyt kiczu czy oryginalności?

Im rave’y stawały się popularniejsze i bardziej liczne, a moda lat 90. dziwniejsza, tym bardziej kolorowo i dynamicznie wyglądały imprezy i festiwale muzyczne z brzmieniami klubowymi, electro czy EDM. Z jednej strony królowały kombinezony, a obcisłe spódniczki  z drugiej.

Zróbmy sobie jeszcze z tej okazji szybciutki przegląd klipów, ciuchów i wizerunków z drugiej połowy lat 90. Pamiętajmy, że wtedy pop przeżywał okres świetności, girlsbandy i boysbandy dyktowały trendy i warunki, a gdzieś w tle pobrzmiewała muzyka elektroniczna i techno. Świat rave’u, przechodzący metamorfozę komercjalizacji, czerpał inspirację z tych mainstreamowych i całkowicie w nie wsiąknął. Kiczowatość level hard.

Jaskrawe, może nawet groteskowe, klipy do muzyki dance z lat 90. stały się ikoną stylu tamtejszej epoki. Zachłyśnięcie plastikiem, technologią, syntetycznym dźwiękiem, kolorami, efektami możliwymi do osiągnięcia w studio telewizyjnym – w tamtych czasach wszystkiego było za dużo, za bardzo. I to właśnie było w nich najpiękniejsze

Jak widzicie nadal królują kamizelki, różnica jest taka, że już bez koszul. Dość typowy widok, pasujący zdecydowanie do podejścia „dress to impress”. Im więcej przekroczonych granic między klasyką a sportowym ubiorem, im dziwniejsze połączenie – tym lepiej.

Styl ubioru klubowiczów po roku 1996 magazyn „Insomniac” nazwał „cukierkowymi dzieciakami zagubionymi w supermarkecie”. Do rave’ów zaczęło przenikać dużo elementów ze świata electro, szczególnie od „electro-kotków”, acidowe buźki zastąpiły wizerunki Hello Kitty na plecaczkach, wszystko zaczęło się bardzo świecić, fosforyzować. Do tego szerokie spodnie, nakrycia głowy pozornie absurdalne i niepasujące do niczego oraz nadal: plastik, plastik, plastik. Dzięki temu każdy koncert i festiwal wyglądał niczym zbiór postaci wyciętych z tandetnych, kolorowych magazynów dla miłośników s-f.

Electronic dance music w XXI wieku

Po roku 2000, kiedy lata świetności przeżywa 2step, w klubach pojawiła się zupełnie inna, nowa moda. Klubowicze pili szampana, często prosto z butelki. Było elegancko, a na parkiecie, gdzie dominowała muza w klimatach klubowych, nie brakowało garniturów, złota. Era 2stepu była krótka, ale wystarczająca, by zaspokoić potrzeby tych, którzy bawią się powściągliwie i przede wszystkim: elegancko.

Aż wreszcie nastało wszystko to, co po latach dwutysięcznych. Sytuację z dzisiejszych imprez i festiwali EDM-owych można skomentować słowami wskazywanych wyżej 2 Unlimited: „There’s no limits”. I generalnie dobrze jest, jeśli festiwalowicze w ogóle się ubierają.